Rozdział 2. Krew i szok
Aleks…
Krew przestała lecieć i udało mi się jako tako umyć twarz oraz zaprać koszulkę. Całe szczęście była czarna, bo inaczej wyglądałbym dość makabrycznie. Właściwie to makabryczniej… Nawet z zapraną koszulką i ogarniętym nosem mogłem obecnie śmiało straszyć dzieci w Halloween, bo twarz miałem spuchniętą i czerwoną jak burak. Na szczęście kilka ruchów palcami po skrzydełkach nosa pozwalało mi podejrzewać, że chyba obeszło się bez złamania. Nos bolał jednak jak jasna cholera i nie mogłem wyjść z podziwu, że zrobił mi to nie kto inny tylko mój własny dwuletni syn. Dobrze przynajmniej, że wziąłem akurat kilka dni wolnego, więc nie zobaczy mnie nikt z firmy. Miałem również nadzieję, że nie zobaczy mnie żaden znajomy ani krewny. A najlepiej, gdyby teraz nie widział mnie nikt. Chciałem już wracać do dziecka, bo choć przypiąłem go w pustej kawiarni, w specjalnym krzesełku a baristka obiecała na niego zerkać, to jednak wiedziałem, że nie jest to najlepsze miejsce, aby zostawić takiego malca bez opieki. Już naciskałem klamkę od drzwi do toalety, gdy rozdzwonił się mój telefon. Świetnie, dzwoniła moja matka.
- Mamo, nie mogę teraz – jęknąłem do słuchawki zamiast powitania.
- Aleks, mieliście być w domu! Stoję pod drzwiami, ale nikt mi nie otwiera.
Szlag, zapomniałem, że miała dziś wpaść z jakimiś rzeczami dla Krzysia.
- Przepraszam, zapomniałem. Jesteśmy w parku.
- Którym parku? Może podjadę do was?
- Daj spokój! Możesz podejść do tej kawiarni ulicę dalej i tam zaczekać. Zadzwonię, jak tylko wrócimy.
- A czemu tak dziwnie mówisz? Masz katar?
- Mamo, później pogadamy. Pa!
- Czekam więc. Pa!
Wziąłem głęboki wdech i nacisnąłem gwałtownie klamkę, aby wydostać się wreszcie z łazienki. Stosunki z matką miałem dość napięte już od roku, od dnia, gdy powiedziałem jej, że zamiast oświadczyć się kobiecie mojego życia, postanowiłem samotnie wychować syna. Mama nie rozumiała mojej postawy. Również zszokowała ją informacja o wnuku, ale nie wiedziała, czemu po prostu nie wtajemniczę Alicji w sytuację, w której się znalazłem, a zamiast tego zrezygnuję ze związku z nią. Szczerze? Sam dziś już nie byłem pewien, dlaczego wówczas podjąłem taką decyzję. Wiedziałem jednak, że tego nie da się naprawić. Odszedłem nagle, bez słowa wyjaśnienia. Z dziurą w sercu i bez nadziei. A teraz ona pewnie już jest szczęśliwa z kimś innym. A nawet jeśli nie, pewnie i tak nie chciałaby mnie znać po tym wszystkim. Z ciężkim sercem spróbowałem przywołać na twarz pogodną minę, lecz gdy tylko spojrzałem w kierunku mojego syna, aż zrobiło mi się słabo. „Nie, niemożliwe” – szumiało mi w uszach, gdy prawie pobiegłem w stronę Krzysia łowiąc słowa kobiety, która stała obok niego.
- Ale dlaczego tata zostawił cię samego w kawiarni, żeby umyć nos – pytała zszokowana.
- Tata tego szkraba musiał umyć nos po tym, jak niniejszy maluch z całej siły uderzył go huśtawką i twarz taty zalała się krwią. - odpowiedziałem za syna - Dzień dobry, Alicjo. Jesteś absolutnie ostatnią osobą, którą spodziewałem się zobaczyć gawędzącą z moim dzieckiem.
I naprawdę była a sądząc po jej wyrazie twarzy, ja wywołałem u niej podobny szok. Była blada, wyglądała jakby miała zemdleć. Po prostu zastygła.
- Może usiądziesz z nami – zaproponowałem po dłuższej chwili milczenia.
- Masz syna, Aleks? Ile ma? Dwa? Trzy lata?
- Dwa.
- Pięknie mówi…
- Dziękuję.
- Aleks… Czy ty… byłeś z kimś, kiedy my… - oczy jej się szkliły, jednak jej twarz powoli nabierała kolorów.
- Nie, nie byłem – odparłem dobitnie – Nigdy bym tego nie zrobił.
- Więc jak? - pokręciła głową, a następnie faktycznie usiadła, mocno ściskając swój kubek z herbatą.
- To był syn mojej byłej. A teraz jest mój – odparłem tylko.
- To przez niego odszedłeś?
- Ala, proszę. Nie przy Krzysiu – zacisnąłem pięść na oparciu wysokiego krzesełka.
Spojrzałem też na mojego chłopca, aby upewnić się, że wszystko u niego w porządku. Na szczęście nie wyglądał na zmartwionego czy przestraszonego. Po prostu wodził wzrokiem między mną a Alicją i tyle.
- Aleks – zawołała mnie nagle, a jej wzrok żądał wyjaśnień, choć to nie był czas a ani miejsce.
- Nie zmienię przeszłości – szepnąłem tylko.
- Wiem – odszepnęła - Ale chciałabym zrozumieć, co sprawiło, że w jednej chwili wszystko zniszczyłeś. Mam prawo wiedzieć.
Miała prawo i ja miałem prawo się wytłumaczyć, lecz naprawdę nie mogłem robić tego teraz. Nie przy moim synu. Przez chwilę milczałem, rozważając swoje opcje, Alicja zaś wstała z miejsca uznawszy najwyraźniej, że już nie doczeka się odpowiedzi. Wymieniliśmy jeszcze kilka słów, których jednak już po sekundzie nie byłem w stanie sobie przypomnieć. Zamiast tego nadstawiłem uszu, gdy podeszła, aby pożegnać się z Krzysiem.
- Do zobaczenia, szkrabie – uśmiechnęła się do niego – Miło było cię poznać.
Zaśmiał się i energicznie pomachał jej rączką, ale Alicja nie odezwała się więcej. Podniosła papierowy kubek ze stolika, po czym odwróciła się i noga za nogą powlokła się w kierunku wyjścia. Ja zaś ciężko usiadłem na miejscu naprzeciwko syna próbując ze wszystkich sił zrozumieć, co się właśnie wydarzyło.












